Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozumiem, ale nie pojmuję.
Tata często w żartach tak mówi. "Rozumiesz?", pytam go, kończąc tym podchwytliwym słówkiem jakąś przydługą wypowiedź. "Rozumiem, ale nie pojmuję", odpowiada z humorem. Albo odpowiadał, bo od jakiegoś czasu tego humoru jakby w nim mniej...
Zawsze sądziłam, że to "rozumiem, ale nie pojmuję" jest takim zwykłym zabawnym powiedzonkiem, których mój tata ma miliony. No bo jak można rozumieć, ale nie pojmować?
Można. Teraz to wiem.
Rozumiem, ale nie pojmuję. Rozumiem, że wkrótce umrę, że nie ma dla mnie nadziei, że zostawię tu wszystko, co kocham... ale tego nie pojmuję. Nie mieści mi się w głowie, że za rok mnie już nie będzie. Przecież ja mam marzenia! Mam ambicje! Chcę zwiedzić Francję i Izrael, i Japonię. Chcę napisać książkę i wydać tomik wierszy. Chcę studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i podjąć potem pracę. Chcę mieć męża i dzieci, dom. Chcę żyć! A nie mogę.
I tego właśnie nie pojmuję. Jakim prawem? Kto to wymyślił, że akurat ja umrę? Kto sprawił, że to ja zachorowałam na raka? Jakim prawem ktoś chce mnie pozbawić MOJEGO życia? Ono jest moje! Ja mam nim zarządzać! Ja mam decydować, co się dzieje i kiedy! To ja jestem panią własnego losu!
Ale los to gówno obchodzi. Los jest zimny, suchy. Nie ma litości. Los wyznaczył mi datę śmierci i kazał się wypchać. Na osłodę pozwolił mi się dowiedzieć trochę wcześniej, że umrę. Myślę, że to jakaś tortura. Gdybym umarła nagle i niespodziewanie, nie przeżywałabym teraz tego, co przeżywam.
Huśtawka nastrojów buja mną w te i we wte. Niedawno było mi tak spokojnie i dobrze, tak biało. Czasem jest mi tak ogromnie żal tego, co tracę, tego, co mi odbierają, że nie mogę nie płakać. A bywa też tak, że atakuje mnie gorąca, gwałtowna jak wicher, wściekła furia i wtedy mam ochotę wybić okno tym durnym laptopem i wykrzyczeć w noc, że mam gdzieś los i że pokrzyżuję mu szyki. Że zabiję się wcześniej.
Nachodzą mnie takie myśli. Kuszą. W końcu... po co się męczyć? Skoro i tak umrę to co za różnica, teraz czy za parę miesięcy? Ale wtedy zawsze przypominam sobie miny rodziców, kiedy dowiedzieli się, że mam raka i przechodzą mi myśli o popełnieniu samobójstwa.
Choć potem znów wracają. Kuszą.
I tak w kółko.
[Amy 29.01.2007 o 18:30:35] [
Powrót] [
Komentuj]
[
Uwaga! To tylko opowiadanie!]
Żyć, czy się zabić - dobre pytanie.
[Ja, wasz pingwin bez skrzydeł 30.01.2007 o 21:09:22]
[] [
http://badziew.blog4u.pl] [zalogowany]
kochana... kliknełam w przekonaniu ze napoisze ci cos kojącego... tak jestem kolejną ofiarą :p głupota jak i wszechsiwiat jest nieograniczona - co do tego drugiego sa jeszcze jednak watpliwości... ze do wszrxhwiata oczywiscie :p mniejsza o to... ale widzisz jak wiele ludzi chce ci pomoc - mimo ze wcale nie umierasz... (tez sie z tego ciesze... no ze bedziesz zyc) ale wazne ze ludzie maja dobro - trza szukac w ludziach dobra przede wszystkim... musze przyznac ze ładne imie wybrałas dla swojej bohaterki... :p i genialnie miazdzaco piszesz... pogratulował :p pozdrawiam :* (chyba sie nie znamy -raczej na pewno... ale masz miazdzące rozkminy i bede czytac twoje wywody :p jestem za serdeczna?) ;p
[radosc-w-niebie 30.01.2007 o 19:57:17]
[] [brak www] [83.13.239.234]
Dziękuję *kłania się*
Co chwilę ktoś daje się nabrać, mimo że link do ostrzeżenia widnieje tuż pod notką. Może powinnam napisać to jaśniej... Albo przykleić sobie na czoło xD
pozdrawiam,
panna nikt.
[panna nikt 29.01.2007 o 21:16:45]
[] [brak www] [87.206.16.135]
LOL
Dopiero teraz zauważyłam, zę Twoj blog to opowiadanie...
Chyba nie mogę sobie pogratulować inteligencji, no ale nie zmienia to faktu, że jesli Twój tekst tak mnie poruszył to musi być niezły ;)
Serdeczne gratulacje ;)
[mal 29.01.2007 o 20:46:53]
[] [brak www] [83.26.239.62]
Niedawno byłam w podobnej sytuacji jak Twoi rodzice. Na raka umierała moja babcia. I powiem Ci, że znam - chociaż tylko od drugiej strony - te skoki nastrojów, rozmowy o śmierci, ogólne zniechęcenie, rozpacz... Mogłabym powiedzieć, że te chwile, któe otrzymałaś to dar. Bo w gruncie rzeczy tak jest, wiesz...? Masz okazję pożeganać się ze swoimi bliskimi, powiedzieć im jak bardzo ich kochasz... Gdybyś odeszła nagle, część z nich dowiedziałaby się o tym jak bardzo im na Tobie zależało niespodziewanie, a tak - dajesz im i sobie czas na pożegnanie.
No tak, ale z drugiej strony, jak juz wspominałam, w pewnym stopniu wiem, co czujesz i zdaję sobie sprawę z tego, że Tobie łatwiej byłoby odejść bez slowa... Ale czy na pewno tak byloby lepiej? Moralizuję wiem, ale jeśli już naprawdę nie ma nadziei (nawsze jest nadzieja do cholery! ZAWSZE!) to otrzymałaś niepowtarzalną okazję, żeby wykorzystać to, co Ci pozostało. Ja na Twoim miejscu smakowałabym każdą miniutę... Każdą sekundę... Wiesz o czym mówię.
"Kochajmy ludzi...
Tak szybko odchodzą..."
[mal 29.01.2007 o 20:44:05]
[] [brak www] [83.26.239.62]
bajecznie ;)
A co do ocen to się nie daj nauczycielom!
Ja przez całe13 lat walczyłam i dawałam sobie radę z nimi, dopóki nie ukończyłam szkoły średniej i nie postanowiłam sobnie zrobić przerwy :)
[Yesterdays 29.01.2007 o 19:42:22]
[] [brak www] [83.238.231.205]